W ciągu ostatnich 10 lat walki vale tudo, znane też jako „no holds barred" i „mixed martial arts" stały się niezwykle popularnym sportem, który niedawno dotarł rów­nież do Polski. Z opóźnieniem też pojawił się u nas problem ze zrozumieniem feno­menu tego sportu. No właśnie, czy sportu? Czy może brutalnego, pełnego przemo­cy przedstawienia dla zwyrodnialców? Bo przecież i takie głosy można usłyszeć.

Sport czy mordobicie?

 Autor: Paweł Ziółkowski
Źródło: MMS Komandos nr 2/2004

Spróbujemy znaleźć odpowiedź na to pytanie. Nie będzie to trudne, właśnie dlatego, że wszystkie argumenty „za" i „przeciw" obu po­stawom zostały już dawno przedstawione na Zachodzie.

Idea

„Coś najpiękniejszego w Olimpii" - tymi sło­wami określił retor i esteta Filostratos starożyt­ną odmianę vale tudo - pankration, który wpro­wadzono do repertuaru igrzysk olimpijskich w 648 roku p.n.e. jako trzecią, obok zapasów (708 r. p.n.e.) i boksu (688 r. p.n.e), dyscyplinę walki. Z czasem wprowadzono go także w kon­kurencji juniorów. Starożytna Grecja to ojczy­zna filozofii i kultury, w której ceniono sport ja­ko szlachetną sztukę (w przeciwieństwie do krwawych widowisk, jakimi byty walki rzym­skich gladiatorów). Skoro starożytni Grecy, na których do dziś tak lubimy się powoływać, da­rzyli pankration podobną estymą, to chyba coś w tym jest?

Ta starożytna idea odżyła w latach 20. XX w. w Brazylii za sprawą pięciu braci Gracie, którzy „stworzyli" sztukę walki znaną jako brazylijskie jujitsu. Jej propagowanie rozpoczęli od rzuce­nia wyzwania innym stylom. Na pewno stał za tym zmysł jak najbardziej praktyczny - bracia chcieli zareklamować siebie i swoją szkołę. Ale po co? Pochodzili z bardzo bogatej i wpływo­wej rodziny, nie musieli zarabiać na życie „mordobiciem". Uważali jednak, że to, co robią, ma wartość także dla innych. Ich ojciec, Gastao, byt działaczem społecznym znanym z wielu bezinteresownych akcji. Jedną z nich była po­moc dla japońskich imigrantów. Z wdzięczno­ści za tę pomoc mistrz' japońskiego jujitsu udzielał lekcji najstarszemu synowi Gastao, Carlosowi.

Nic dziwnego, że dorastając w takim domu, młodzi Gracie stworzyli swój styl, jednak nie dla osobistej chwaty, lecz by przekazać ludziom najlepszy system do obrony siebie i swoich bliskich. Jeden z ich potomków, Renzo Gracie, ujął to tak: „Postrzegam siebie jako swoistego pilota-oblatywacza stawiającego się w sytuacjach, w jakich moi uczniowie i moja ro­dzina mogą się znaleźć w przyszłości".

Okazuje się więc, że początkom nowożytne­go „pankrationu" przyświecała niezwykle szczytna idea testowania rozwiązań technicz­nych mających zapewnić bezpieczeństwo.

Trening

Początkowo vale ludo było po prostu kon­frontacją stylów, więc zawodnicy biorący udział w rywalizacji ćwiczyli według założeń swoich rodzimych systemów. Szybko się jednak oka­zało, że ich spora część nie przystaje do takich realiów walki. Przede wszystkim dotyczy to tzw. tradycyjnych sztuk walki (w takim kontekście nie dziwi, że większość ataków na vale tudo jest wyprowadzana przez przedstawicieli kung--fu, karate, hapkido, taekwondo itd.). Skutecz­ne natomiast okazały się, dotąd zwykle niedo­ceniane, sporty walki z brazylijskim jujitsu i zapasami na czele. To na bazie ich  doświad­czeń, wspartych wiedzą z boksu, judo, muay thai czy sambo, zrodził się obecny kanon tre­ningowy vale tudo, zwany treningiem przekro­jowym (cross training).

Trening ten opiera się na założeniu, że do walki dopuszczającej maksymalnie dużo roz­maitych technik trzeba przygotowywać się maksymalnie wszechstronnie, korzystając z doświadczeń stylów, które w pewnym kon­kretnym obszarze walki osiągnęły poziom bliski perfekcji (nie chodzi oczywiście o zwykły zle­pek technik, a o wykorzystanie metodyki, takty­ki i doświadczeń różnych stylów). Style te to boks (uderzenia), thai boks (uderzenia, kopnię­cia, łokcie, kolana i klincz), zapasy styl wolny (sprowadzenia do parteru), zapasy styl kla­syczny (sprowadzenia i klincz), bjj (parter, klincz, wejścia w przeciwnika), trochę rzadziej judo i sambo.

Do szkolenia wykorzystywane są najnowsze osiągnięcia naukowe i fachowa kadra trener­ska. Tu nie ma miejsca na ulicznych zabijaków, którzy nie przetrwaliby ani technicznie, ani tak­tycznie, ani nawet kondycyjnie ze specjalnie szkolonymi zawodnikami. Bezzasadne jest po­równywanie sportowców startujących w vale tudo do ulicznych chuliganów, co czasem zda­rza się ignorantom. To tak, jakby stawiać Ada­ma Małysza w jednym rzędzie z opryszkiem biegającym ze sztachetą po wiejskich dyskote­kach: jedyne, co ich łączy, to deska...

Bezpieczeństwo

Poczynając od 1884 r. na ringu zmarło ponad 500 bokserów! Według „Journal of the Ameri-can Medical Association" trzech na czterech bokserów, którzy stoczyli ponad 20 walk odnosi obrażenia mózgu, a jeden zgon w wyniku obrażeń w walce wypada na 7692 starcia.

Wydawać by się mogło, że w vale tudo, gdzie wolno więcej, a ochraniacze są mniejsze, powinno być jeszcze gorzej. Tymczasem jest na odwrót. Do tej pory walki bez lub z minimalną ilością reguł pociągnęły za sobą tylko jedną ofiarę śmiertelną, a i to z winy organizatorów, którzy dopuścili do walki chorego zawodnika.

Najniebezpieczniejsze w boksie są uderzenia w głowę. Stanowią one też największy odsetek wyprowadzanych ciosów. Trudno żeby było inaczej, skoro boks opiera się tylko na uderzeniach. Ale vale tudo to również kopnięcia, rzuty, walka na chwyty. Już z samego zakresu dozwolonych technik wynika, że zawodnicy mniej tam „zbierają" na głowę. Mato tego, jak się okazuje, w vale tudo uderzenia znajdują mniejsze zastosowanie, niż by się wydawało na pierwszy rzut oka. Szacuje się, że ok. 3/4 walk zakończonych przed czasem zakończyło się nie nokautem, a poddaniem się („odklepaniem") jednego z walczących pod presją duszenia lub dźwigni.

Jednak nawet tam, gdzie dochodzi do uderzeń w głowę, okazują się one mniej groźne od tych w boksie. Przyczyna leży w znacznie mniejszych rękawicach lub ich zupełnym braku. Rękawice bowiem nie „wyparowują" w cudowny sposób siły uderzenia, lecz rozkładają ją na większą powierzchnię. W efekcie nie dochodzi do powierzchownych uszkodzeń w obrębie trafienia ciosu, lecz wstrząs przenoszony jest na mózg zawodnika. Przy małych rękawicach, chroniących tylko pięść, to niebezpieczeństwo jest znacznie mniejsze.

Ważne jest i to, że w vale tudo nie ma nokautów. Tutaj nikt nie walczy dalej, jeśli wstanie w ciągu 10 sekund. Zatrzymanie walki przez sędziego oznacza jej koniec. Tym sposobem urazy nie nawarstwiają się, jak to jest w boksie, gdzie zawodnik może ulec zamroczeniu nawet kilka razy podczas jednej walki.

Reasumując, vale tudo jest wymagającą, ale na swój sposób piękną dziedziną rywalizacji, wartościową nie tylko dla kibiców, ale przede wszystkim dla ludzi, którzy pragną nauczyć się, jak najlepiej bronić siebie i swoich bliskich.